Bo w życiu chodzi o to, żeby być troszeczkę niemożliwym, czyli Bałkany 2016, cz. 4

Bułgarię wspominamy jako kraj dość specyficzny. Drogi makabryczne; średnia prędkość 40 km/h, w dodatku podobno płatne! Piszę, że podobno, bo my nie wykupiliśmy żadnej winietki, ale z tego, co wyczytaliśmy, to gdyby nas złapali, zapłacilibyśmy niezły mandat. Ludzie raczej niesympatyczni i mało otwarci. Jedzenie paskudne! Na wpół surowy i zupełnie niedoprawiony kurczak to już gruba…

Bo w życiu chodzi o to, żeby być troszeczkę niemożliwym, czyli Bałkany 2016, cz. 3

Đavolja Varoš (czyt. dziawolja warosz) – Miasto Diabła, to położony bardzo blisko granicy z Kosovem zespół niezwykle ciekawych form skalnych w kształcie stożków i iglic „przykrytych” mniejszym lub większym kawałkiem skały. Tłukliśmy się tam pół nocy (jako, że na odcinku trzystu kilometrów nie uświadczyliśmy ani pół campingu) przez zabite dechami wiochy, aż w końcu, ok….

Bo w życiu chodzi o to, żeby być troszeczkę niemożliwym, czyli Bałkany 2016, cz. 2

Słońce zaczyna powoli chować się za Górami Dynarskimi, a my stoimy jak wryci, słuchając opowieści przewodnika. Pokazuje nam całą drogę na Maglic, łącznie z krótkim aczkolwiek niemalże pionowym i chyba najbardziej wymagającym odcinkiem szlaku, przekonując, że z takimi dziećmi naprawdę nie powinniśmy tam iść. Czy faktycznie miał rację? Kiedyś się przekonamy. Jednak nie opowieści o…

Bo w życiu chodzi o to, żeby być troszeczkę niemożliwym, czyli Bałkany 2016, cz. 1

Od powrotu z niemalże miesięcznego pobytu na Bałkanach minęło już półtorej miesiąca. Post pojawia się dopiero dziś, gdyż wcześniej, najprościej rzecz ujmując, nie miałam dłuższej chwili, by siąść i w spokoju go napisać. Bez zbędnych wstępów i sztucznego przedłużania zaczynam. Plan był następujący: Bośnia, chwila w Chorwacji, Macedonia i Bułgaria, a do tego trzy szczyty…

W krainie Zlatoroga, turkusowych wód,alpejskich szczytów i bajkowych wodospadów, czyli Słowenia maj 2016

Perła Europy. Tak o niej mówią. Jakiś czas temu zaintrygowało mnie to na tyle, że postanowiłam, iż musimy to sprawdzić. Dzisiaj bezsprzecznie stwierdzamy, że Słowenia to, jak do tej pory, najpiękniejszy kraj, jaki odwiedziliśmy. Przebiła nawet Norwegię… Tym razem wypad był krótki, bo zaledwie czterodniowy, ale w najbliższej przyszłości wracamy tam po więcej! Jako, że…

Inaczej niż do tej pory – Praga, Sylwester 2015 w komplecie

Kolejny już nasz stolicowy Sylwester. Piąty. Inny. W każdym tego słowa znaczeniu. Już z założenia miał być inny. Z założenia, bo od początku wiedzieliśmy, że jedziemy z dziewczynami. Nie było nieoczekiwanej zmiany planów, nie było zmiany w rezerwacji. Wszystko było jasne od początku. Jeden nocleg, zwiedzanie tyle o ile, nic na siłę, wrócimy latem 🙂…

Werci pod namiotem pierwsze nocowanie, ciepluteńka woda oraz latające namioty, stoliki i parasole, czyli Hlucin 2015

Jak to zwykle z upalnymi weekendami bywa, w ten sierpniowy też trzeba było się gdzieś ruszyć. Wiadomo, należymy do tych, dla których góry są najlepszym rozwiązaniem zawsze, wszędzie i na wszystko, ale tym razem zdecydowaliśmy się na wodę. Zrobiliśmy to głównie ze względu na Wercię (Zuzia wciąż jeszcze przebywała u babci), ale sami też mieliśmy…

Kąpiel w umywalce, Julią być, pizza za 1 €, sensacje w Mediolanie, jajeczne rewolucje w Bergamo i Wenecja po naszemu, czyli Ciao Italia! 2015

Nadeszła wiosna 2015. Wypadałoby zatem pomyśleć o jakimś wyjeździe. Na pewno gdzieś, gdzie jeszcze nie byliśmy; na pewno gdzieś, gdzie można dojechać autem i na pewno gdzieś w miarę blisko, jako, że Wercia miała zaledwie kilka miesięcy. Wybór padł na włoskie Ledro. Jak się później okazało, ów wybór był niezwykle trafny. Wybraliśmy maj. Przed sezonem,…

Spontan z dnia na dzień, nieświadomi że już we czwórkę i fajerwerki na dachu, czyli Sylwester w Wiedniu 2013

Wiedeński Sylwester był spontanem w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Początkowo plany wyjazdowe były zupełnie inne, ale nie dość, że w Wigilię Zuzka miała zapalenie ucha i wylądowaliśmy na pogotowiu, to jeszcze osoba, która pierwotnie zdeklarowała się zostać z małą tych kilka dni, w ostatniej chwili jednak zmieniła zdanie… Cóż, życie 😉 Daliśmy radę mimo to. 

Kawa życia, dogrzewanie łazienki, akwarium w szafie, termy w centrum i msza po węgiersku, czyli Sylwester w Budapeszcie 2012

Budapeszt był trzecim z kolei odwiedzonym przez nas miastem, w którym żegnaliśmy stary i witaliśmy Nowy Rok. Był też, jak do tej pory, stolicą, w której zabawiliśmy najdłużej, bo aż pięć dni. Mało tego – ten sylwestrowy wypad był zdecydowanie najlepszy. Hotel, który zaklepaliśmy wspominamy do dziś i pewnie jeszcze dłuuugo będziemy do niego wracać…myślami…

40 stopni, namiot, dorada i mandat czyli Rab i Plitvice 2012

Chorwacja – nasz pierwszy dłuższy wyjazd zagraniczny z Zuzią; miała wtedy 2,5 roczku. Pierwszy raz tyle godzin w samochodzie, pierwszy raz płynęła promem, pierwszy raz kąpała się w morzu, pierwszy raz spała pod namiotem, pierwszy raz płynęła motorówką, pierwszy raz tak daleko od domu…

Miał dość jeszcze zanim dojechał, nigdy więcej na zorganizowaną wycieczkę, milion turystów DJ Bobo i Scorpionsi na Nowy Rok, czyli Sylwester w Berlinie 2011

Naszego drugiego stolicowego Sylwestra świętowaliśmy w Berlinie. Nie obfitował w taką ilość przygód co ten paryski, a zatem post będzie dużo krótszy. Po raz drugi popełniliśmy ten sam błąd i pojechaliśmy autokarem. Jakby tego było mało, była to wycieczka zorganizowana, czyli przewodnik i te sprawy. Ledwo dojechaliśmy, oboje zgodnie stwierdziliśmy – nigdy więcej! To był…