Czerwonych Wierchów 1/3, czyli na Małołączniak przez Kopę Kondracką, sierpień 2016

O Czerwonych Wierchach, podobnie jak o Szpiglasowym, myśleliśmy od dawna. W końcu nadszedł koniec sierpnia, a zatem pomyśleliśmy, że może są już czerwone i, że wypadałoby się o tym przekonać.

Podejście zaczęliśmy zatem z Kuźnic, jak zwykle o dwie godziny za późno… Droga do schroniska na Hali Kondratowej jest idealna: nie dość, że prosta, to jeszcze biegnie lasem. Gdy jednak minie się schronisko zaczynają się schody… I dosłownie i w przenośni. Kawałek się do tych schodów podchodzi prostą ścieżką, jednakże biegnie ona przez całkowicie bezdrzewny teren, a zatem słoneczko, jeśli jest na niebie (a wtedy oj, było), trzaska z każdej strony. No i jak się już na kamienne schody wejdzie, tak się wchodzi i wchodzi…Kilometr, kurna, w takich warunkach człowiek męczy chyba z godzinę. Z drugiej strony nic dziwnego, skoro od schroniska na szczyt pokonuje się blisko siedemset metrów przewyższenia na relatywnie krótkim odcinku.

Po drodze zaliczyliśmy dłuższy postój, bo dziewczyny musiały zjeść coś ciepłego, więc termosik z rosołkiem poszedł w ruch ;). W końcu jakoś wykulaliśmy się na Kopę Kondracką. Warunki pogodowe i widoczność tego dnia były tak cudowne, można rzec wymarzone, że tak by się tylko siedziało i gapiło… To na Giewont, to na Kasprowy, to na Granaty, na Orlą Perć, na Małołączniak itd. Ale nie wdrapaliśmy się tam tylko po to, żeby się gapić; to znaczy, głównie po to zawsze leziemy w te Tatry i inne góry, żeby się gapić, ale myśmy tego dnia chcieli się gapić z Czerwonych Wierchów, a tu 16:00, a my dopiero na Kopie. Poszliśmy więc szybciutko na Małołączniaka i pół godziny później gapiliśmy się już NA Kopę 😀 Krzesanicę i Ciemniaka z bólem serca trzeba było odpuścić, bo jakoś po ciemku z dziewczynami (mimo, że mieliśmy czołówki) po tych kamieniach, a potem przez las, nie uśmiechało nam się schodzić… Na szczęście nic straconego. Trasa nie jest trudna (poza tym, że trochę upierdliwa), więc spokojnie można tam wrócić w mniej upalny dzień, albo w ogóle zdecydwoać się na inny wariant i zacząć od Ciemniaka. Coś wymyślimy 😉

W każdym razie, porę wybraliśmy idealną – wierchy nie były ani całkiem czerwone, ani zielone, a zatem widok był nieziemski! Na zdjęciach coś tam widać, jednakże to trzeba zobaczyć na własne oczy. Dzięki Taterki, że po raz kolejny tak uroczo nas przyjęłyście!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s