„A państwo wiecie, że tam są łańcuchy? I z takim dzieckiem idziecie?”, czyli Szpiglasowy Wierch lipiec 2016

O Szpiglasowym Wierchu marzyliśmy od dawna. Długo zastanawialiśmy się, czy zdobywać go z dziewczynami. Niby się na necie czyta opisy tras i relacje innych ludzi, ale wiadomo, że każdy odbiera drogę subiektywnie, a zatem dopóki sam się człowiek na własnej skórze nie przekona, to ciężko mieć całkowite wyobrażenie nt. trudności. Pierwszy odcinek był nam znany aż za dobrze, możnaby wręcz rzec, że nudny; jako, że wybraliśmy podejście od Doliny Pięciu Stawów. Utarty schemat: do Palenicy nie ma jak dojechać, bo 3/4 Polski zjechało nad Morskie Oko; my, jak zwykle, za późno; w końcu zaparkowaliśmy gdzieś na Słowacji, przy drodze… Potem migusiem przebić się do Wodogrzmotów i, powiedzmy, najgorsze za nami. Na Siklawę i do Piątki też trochę osób waliło, jednak dało się przeżyć. Pogoda była bardzo niepewna. Im wyżej, tym chłodniej i więcej chmur. W dolinie zaczęło lekko kropić i jeszcze bardziej wzmógł się wiatr. Gapiłam się na ten Szpiglasowy i w myślach błagałam: niech te chmury się rozejdą, proszę; przyjechaliśmy tu, żeby w końcu zdobyć ten szczyt. Proszę, proszę, proszę… I tak postanowiliśmy, że dopóki nie zacznie lać i dopóki pogoda ewidentnie nas nie przepędzi, próbujemy. Poubieraliśmy się, zjedliśmy kanapki i wystrzeliliśmy jak z procy. Nad szczytem bezustannie przewalały się chmury, ale nie dawaliśmy za wygraną.

Droga na górę biegnie głównie zakosami, po kamiennych stopniach. Nie jest szczególnie męcząca ani trudna. Właściwie to tylko podejście po łańcuchach na Szpiglasową Przełęcz może być dla kogoś problematyczne. Reszta drogi jest łatwa. I tak właśnie jesteśmy sobie w połowie traski, zaczyna robić się cieplej, chmury się przerzedzają, słońce delikatnie się zza nich przebija, a tu nagle słyszę: a państwo wiecie, że tam są łańcuchy? I z takim dzieckiem idziecie? No ja nie wiem, czy ona da sobie radę… Uśmiecham się i mówię, że o łańcuchach wiem oraz, że Młoda da radę. W duchu przemyka mi jednak myśl, że jak na pierwszą przygodę z łańcuchami, w przypadku zarówno Zuzy jak i Eldzi, to może za bardzo poszaleliśmy i trzeba było je najpierw na Babią zabrać? Z drugiej zaś strony dochodzę do wniosku, że skoro taka pogoda nam się zrobiła, to musi to coś znaczyć i ogarnęła mnie jakaś dziwna pewność, że niebawem staniemy na szczycie. Dodam tylko, iż podejście z doliny zaczęliśmy BARDZO późno, bo o 14:30. Na szczyt trzeba liczyć ok. 2, 5 h (nam udało się uciąć ten czas o jakieś 15 minut), a gdzie tam jeszcze do Morskiego i do auta… Nie utrwało 15 minut, kolejna osoba: przepraszam, tam są łańcuchy i jest dość stromo. Nie wiem, czy dziewczynka sobie poradzi. Dobra. Jak któraś spanikuje, albo Mat stwierdzi, że z nosidełkiem zbyt ciężko, to zawrócimy. Trudno – to są góry. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Najwyżej wrócimy kiedy indziej. Co prawda, po odpuszczeniu trzech bałkańskich szczytów, ten Szpiglasowy to miała być pewnego rodzaju rekompensata, a nie kolejny niezdobyty, no ale…

W końcu dochodzimy do sławetnych łańcuchów. Wejście na ścieżkę paskudne: wąskie i zdradliwe. Myślę sobie: no to koniec. Zuzka się przerazi, a Mat z Werą w nosidełku nie będzie chciał ryzykować i na coś takiego się ładować. Ku mojemu zaskoczeniu, Zuzol poszedł jak po swoje. Nie za bardzo wiedziałam jak do tego doszło, a moja córuś zaczynała już wspinaczkę z łańcuchem w ręku po skałach. Trzeba ją było dosłownie stopować, bo zachowywała się, jakby codziennie tą trasą do szkoły chodziła. Eldzia też fantastycznie. Zero jakichkolwiek lęków czy blokad. No dwie koziczki sobie hasały… Potem poszłam ja i na końcu Mat z Wercią. Tak jak wiedziałam już, że o Zuzu i Eldzię mogę być spokojna, tak o pozostałą dwójkę bałam się bardzo. Bynajmniej nie dlatego, że Mateuszowi brakuje umiejętności czy siły! Wiadomo, że to nie Orla Perć, ale momentami na szlaku bywa naprawdę wąsko i stromo. Trzeba się czasem zastanowić i pokombinować, gdzie podnieść nogę, żeby nie narobić czegoś głupiego. Weronika nie waży pięciu kilogramów, a trzy razy tyle. Do tego dochodzi waga nosidełka i nie do końca zdrowe kolana mojego męża. No przecież jakby mu tam na tych skałach coś w nogach strzeliło, to jesteśmy ugotowani. Wera też ma to do siebie, że jak się z nią wędruje przez lasy i polany to siedzi spokojnie, ale akurat w najbardziej wymagającym terenie, pani zawsze się zbiera na wychodzenie z karocy… Tym razem wcale nie było inaczej. Nie dość, że całą drogę mnie wołała, to jeszcze chyba pozazdrościła nam tej wspinaczki i gdyby nie była przypięta pasami, to nie wiadomo, co by wymyśliła… Co chwilę pytałam więc Mata, czy nie jest mu zbyt ciężko i, czy na pewno chce kontynuować, ale twardy jest skubany i za każdym razem odpowiadał: jeszcze idziemy. W końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie w miarę bezpiecznie można było wyciągnąć aparat i strzelić choć dwie pamiątkowe fotki, jak dziewczyny dzielnie się wspinają. Po chwili, cali i zdrowi, dotarliśmy na przełęcz, a stamtąd już tylko 15 minutek na szczyt 🙂 W międzyczasie wypogodziło się całkowicie, więc mogliśmy podziwiać przepiękną panoramę, łącznie z naszym ukochanym i, jak dotąd nie mającym sobie równych, Kozim Wierchem.

W drogę powrotną wybraliśmy się do Morskiego Oka, jako że wszyscy byliśmy już głodni i chcieliśmy zjeść coś ciepłego, a poza tym zawsze to jakaś nowość. Podejście od strony Morskiego na Szpiglasowy jest dużo łagodniejsze i prostsze. Owszem, niezwykłe pod kątem widokowym, ale dla nas, mimo wszystko, zbyt nudne. Do schodzenia ok, natomiast jak wychodzić, to tylko z Piątki 😀 W schronisku byliśmy ok 19:00. Szybciutko zjedliśmy i migiem w drogę powrotną, bo do Palenicy przecież 9 km! Ok. 21:00 byliśmy na parkingu, a stamtąd sam tylko Mateusz poszedł po nasz samochód zaparkowany jakieś półtorej kilometra dalej i o wpół do dziesiątej wyruszliśmy w drogę powrotną do Bielska. Tego dnia przeszliśmy trzydzieści kilometrów, z czego piętnaście górami. Zuzia kolejny raz udowodniła, że niezły z niej prze-kozak, Eldzia wpisała sobie do kolekcji pierwszy w życiu dwutysięcznik, a Matowi podskoczyły statystyki: + 50 do siły i wytrzymałości 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s