Fioletowe dywany, tłuuumy turystów i 8 drzazg w ręce, czyli chochołowskie krokusy, kwiecień 2016

Nie powiem, żeby pomysł wyjazdu na krokusy do Chochołowskiej należał do szczególnie oryginalnych, czy nietypowych, jako że WSZYSCY to robią. Jednakowoż, jakkolwiek nie byłoby to oklepane, warto! Naprawdę warto zobaczyć na żywo te fioletowe dywany, jakimi Pani Wiosna przystraja nie tylko samą dolinę, czy Polanę Chochołowską, ale także przydrożne łąki. Niestety, decydując się na tego typu wypad, musimy liczyć się z tym, że na wszystkich parkingach braknie miejsc, a my sami maszerować będziemy pośród morza innych turystów, ale tego akurat nie zmienimy. Taki już „urok” tego miejsca o tej porze…

Mieliśmy to szczęście, że pogoda była wręcz wymarzona. Słonko świeciło, a wiatr poleciał sobie wiać gdzie indziej. Auto udało nam się zaparkować nie tak znowu daleko, bo około 1 km od „parkingów właściwych”, na których palca nie było gdzie wsadzić… Wędrówkę rozpoczęliśmy stosunkowo późno (chyba trochę po 12:00), ale z drugiej strony nigdzie nam się nie spieszyło. Tego dnia przyjechaliśmy na spacer do doliny i na podziwianie kwiatów, a zatem mogliśmy pozwolić sobie na lekki poślizg 🙂 Trochę zaskoczyło nas, że mniej więcej półtorej kilometra od schroniska szlak był konkretnie oblodzony, ale jakoś daliśmy radę.

W schronisku, po wystaniu ponad godziny w kolejce, zjedliśmy smaczny obiadek, przebraliśmy Młodej pampersa i poszliśmy zobaczyć słynną kapliczkę św. Jana Chrzciciela. Tam z kolei moje kochane starsze dziecko stwierdziło, że przejedzie sobie rączką po nieheblowanej desce i tym oto spontanicznym wyczynem wbiła w łapę 8 drzazg jednocześnie. Połowę wyjęliśmy na miejscu, druga połowa spokojnie odczekała sobie tydzień, bo jak to podsumowało moje dziecko: „ciocia Kasia najlepiej wyciąga drzazgi, więc ja poczekam, aż do niej pojedziemy”. Mówisz, masz Kochanie 😀

W drodze powrotnej zaczęło robić się chłodno, zatem przyspieszyliśmy trochę kroku i kiedy o 19:30 wsiedliśmy do auta, zobaczyliśmy, że termometr wskazywał -1 °C. Nie muszę chyba dodawać, że dziewczyny padły jak muchy, ale za to chętnie i obowiązkowo wręcz zaznaczę, że tego dnia nasz kochany Zuzolek na własnych nóżkach, bez najmniejszej nawet pomocy przedreptał 18 km! Serce rośnie, jak się ma takie dzielne stworzonko.

To była nasza druga w tym roku tatrzańska wędrówka. Niebawem wracamy po więcej i trudniej!

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. Piękne te dywany!

    Polubione przez 1 osoba

    1. asiok pisze:

      Nie mogę się nie zgodzić 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s