Kaskaderka na koniach, najohydniejszy w życiu rosół i „moc” atrakcji, czyli rozczarowani Twinpigs 2015…

Sobota rano. Piękna pogoda. Zadaję pytanie: co jest w miarę blisko, gdzie jeszcze nie byliśmy, a gdzie możnaby fajnie pobawić się z dziewczynami? Pośród wielu różnych odpowiedzi pada: Twinpigs! Tam też pada nasz wybór.

Zebraliśmy się najszybciej jak tylko daliśmy radę i pojechaliśmy. W kasie biletowej okazało się, że nie kupujemy dziś, jak to się robi na codzień, biletów, tylko na terenie miasteczka zaopatrujemy się w żetony (każdy za 6 zł) i w zależności od atrakcji, którą chcemy odwiedzić, płacimy. Z początku pomyśleliśmy, że to całkiem niezła opcja, ale wkrótce przekonaliśmy się, że niekoniecznie… Należy w ogóle zacząć od tego, dlaczego akurat tego dnia wstęp był na innych warunkach. Ano, przyczyna była prosta: przez weekend na terenie miasteczka odbywały się darmowe koncerty takich wykonawców jak Piasek czy Lemon. Z racji tego, wstęp na teren miasteczka był bezpłatny, a za atrakcje płaciło się zakupionymi żetonami właśnie.

Tuż przy wejściu, Twinpigs sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Można faktycznie poczuć się trochę jak w westernie. Zanim zakupiliśmy żetony, przeszliśmy się wzdłuż i wszerz, żeby mniej więcej zapoznać się z mapą atrakcji. Pierwszym zaskoczeniem było dla nas to, że miasteczko jest w rzeczywistości dużo mniejsze niż przypuszczaliśmy. Przeglądając ich stronę internetową, miałam wrażenie, że trochę czasu zajmie nam przespacerowanie go w całości, a tu okazało się, że tak naprawdę jest to stosunkowo niewielki obszar (w porównaniu np. z Parkiem Miniatur w Inwałdzie). Akurat, gdy rozglądaliśmy się za jakimś przybytkiem, w którym można kupić żetony, ktoś zawołał na nas i wskazał miejsce, gdzie mamy sobie stanąć, żeby mieć najlepszy widok na kaskaderski pokaz konny, który rozpoczynał się za 10 minut. Jak się potem okazało, był to jeden z kaskaderów 🙂 No nie powiem, pokaz był naprawdę świetny. Początkowo proste z pozoru: zabawy z lassem, strzelanie z pistoletu, strącanie obręczy itp., przerodziły się w prawdziwe szaleństwo! To, co ta trójka kaskaderów wyprawiała na tych koniach zasługuje na szczery podziw i wielki ukłon w stronę ich umiejętności. Niektóre zdjęcia dają przynajmniej pogląd na ich wyczyny. Po skończonym pokazie wyruszyliśmy w poszukiwaniu nowych emocji. Zuzol momentalnie wypatrzył coastera, więc nie pozostawało nic innego jak tylko wybrać się na przejażdżkę. Kolejka przystosowana typowo pod dzieci, więc głowy nie urywało, ale młoda miała taką radochę, że i mnie udzieliły się piski 😛 Następnie przyszła kolej na młyńskie koło, z którego to można pooglądać okolicę. Żeby było sprawiedliwie, tym razem poszedł z córeczką tatuś, a mamusia została na dole z tą, która na wszystkie atrakcje była jeszcze za mała. Zuzik oczywiście zero lęku wysokości, machała z góry, krzyczała, że chce jeszcze raz tym razem ze mną i ogólnie ubaw po pachy. Gdy kręcenie dobiegło końca, poszłyśmy do kina 5D. Niby żadna nowość, ale przyznaję, że filmik był naprawdę śmieszny i, że bawiłam się równie dobrze co Mała. W końcu przyszła pora coś zjeść. To znaczy, głównie chodziło nam o Weronikę – trzeba było znaleźć jakiś lokal, w którym serwują najzwyklejszą zupę; rosół, pomidorową, cokolwiek, co nadaje się dla rocznego dziecka. Minąwszy restaurację meksykańską, w której nawet nie szukaliśmy, bo wiedzieliśmy, że nie znajdziemy, weszliśmy do innej knajpki (umówmy się, że nie będę robić antyreklamy, a zatem nie wymienię z nazwy), gdzie zamówiliśmy rosół. Ściślej rzecz ujmując: to nie było tak, że weszliśmy: Rosół poproszę! i już. Zapytałam, czy jest jakaś zupa, którą można podać rocznemu dziecku (tu wskazałam na Bąbla), a pan kelner powiedział, że owszem, jest rosół. Ucieszyliśmy się jak małe dzieci na Świętego Mikołaja i zamówiliśmy. Po chwili zamówienie zostało zaserwowane. W pięknym białym dużym talerzu. O, to może nawet i Zuzia zje! – pomyślałam. Zajrzałam do talerza i zbaraniałam. Albo całe życie byłam w błędzie albo rosół powinien być, hmm, żółty, przeźroczysty, jaki tam jeszcze, no generalnie jasny… To, co było w tym talerzu, miało kolor brązowy! Stwierdziłam, że muszę tego spróbować i ocenić, czy w ogóle nadaje się do spożycia. Pierwsza łyżka…sól, jedna sól. Komuś wlała się do tej zupy chyba cała butelka Maggi. Super po prostu. Mała głodna, naokoło żadnego miejsca, gdzie mogłaby coś normalnego zjeść, bo albo same grille, albo ostre, albo ciężkie. I co? Zareklamuję rosół? I może ugotują mi nowy? Szczęście w nieszczęściu, było tam dużo makaronu i marchewki, więc po „odcedzeniu” większości „rosołu” było to nawet zjadliwe. Mała też nie protestowała i nawet nic jej po tym nie było (w przeciwieństwie do Zuzi, Weronika ma kaczy żołądek), więc przeżyła ten „obiad”. Wkrótce potem zasnęła, więc i my skorzystaliśmy z okazji i poszliśmy na grilla. Tam miłe zaskoczenie, gdyż żarełko było w miarę smaczne.

Potem pokręciliśmy się dalej po miasteczku. Na niektóre atrakcje Zuzia chciała iść jeszcze raz, na inne była za mała, więc nie skorzystała.

Ogólnie rzecz biorąc, nie mogę powiedzieć, że Twinpigs to totalny niewypał, bo tak nie jest. Co więcej, Zuzi bardzo się podobało i wiemy, że dobrze się bawiła. Patrząc natomiast z naszego punktu widzenia, uważamy, że atrakcji jest po prostu mało i są stosunkowo drogie. Trzy strzelnice, sala i plac zabaw, kino, jedna mała kolejka górska, młyn, 2 karuzele, tajemnicze podziemie i bodajże trzy inne atrakcje to stanowczo za mało na cały dzień zabawy! Tym bardziej, że jednak wiele opcji jest dostępnych wyłącznie dla  starszych dzieci i dorosłych, a zatem trochę, chcąc nie chcąc, nas ominęło. Sam pomysł jest jak najbardziej trafiony i inny od pozostałych, ale wydaje mi się, że aby stworzyć amerykańskie westernowe miasteczko z prawdziwego zdarzenia, potrzebny jest iście amerykański rozmach.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s