Pierwsza wędrówka Werki Pamperki, chrupki kukurydziane i antyciała, czyli Kozia Góra 2015

Nadeszło lato, Mała potrafiła już od dawna sama siedzieć; nie mieliśmy innego wyboru jak tylko wyciągnąć z piwnicy długo już nieużywane nosidełko i wyruszyć na wędrówkę. Na początek spokojnie. Jeszcze nie Tatry. Trzeba najpierw zorientować się jak to będzie z Wercią na plecach. Czy będzie chciała siedzieć, czy też jej trzeba będzie (tak jak Zuzce) co chwila podtykać chrupki kukurydziane i paluszki, żeby tylko zbytnio nie skrzeczała.

Jak się okazało, pod tym względem (i chyba tylko pod tym) są takie same. Dokarmianie musi być, bo inaczej zaczyna się dyskusja i nerwowe udowadnianie, że „ja nie będę tu tak bezczynnie siedzieć!” Trasa na Kozią jest łatwa, krótka i przyjemna. Nazwałabym to raczej spacerem, aniżeli górską wędrówką, ale jak już wspomniałam, na początek jest idealna. Jest też równie idealna na aktywne spędzenie popołudnia, gdy pogoda dopisuje, a jest za późno, żeby jechać gdzieś dalej.

Sama droga na szczyt zbytnio nas nie zmęczyła i upłynęła stosunkowo szybko. Kozia Góra to odpowiednie miejsce dla wędrowców z dziećmi, gdyż na samej górze, poza schroniskiem, znajduje się całkiem przyjemny plac zabaw. Gdy więc tylko doszliśmy i rozłożyliśmy pod tyłkami to, co nadawało się do rozłożenia, Zuza zniknęła w odmętach huśtawek i innych drewnianych konstrukcji. Wercia niestrudzenie w dalszym ciągu wcinała chrupki, a gdy była już w miarę „nasycona” postanowiła, że i z mamą się podzieli. W taki oto sposób, jak ptaszki, podawałyśmy sobie chrupki z dzióbka do dzióbka 🙂

Siedzimy, czas mija leniwie, aż tu nagle słyszę: ANTYCIAŁA! PSZSZSZ!! (nie wiem jak najlepiej oddać na piśmie ten wyraz dźwiękonaśladowczy). TERAZ MOJE ANTYCIAŁA, ŁOOOOO!!! BACH! ANTYCIAŁA, NIE ŻYJESZ!

Już tłumaczę: grupka chłopców (7-8 lat) biegała sobie beztrosko wokół drabinek i, najwidoczniej zainspirowani reklamą (?), bajką (?), a może jeszcze czymś innym, wymyślili sobie zabawę w antyciała (swoją drogą, ciekawe czy wiedzieli, co to w ogóle jest 😉 ). Z tego, co widziałam, zasady były podobne do klasycznych chłopięcych zabaw, typu: dziki Zachód i strzelanki wszelkiego rodzaju, ale to przynajmniej była, co by nie mówić, strzelanka edukacyjna 😛 Może teraz, gdy to opisuję, nie wydaje się to zbytnio zabawne, ale trzeba było ich tam na miejscu widzieć i słyszeć. Polew mieliśmy do wieczora 😀 Fajne dzieciaki.

Niestety, wszystko, co dobre szybko się kończy i, nim zauważyliśmy, zrobił się prawie wieczór, a zatem trezeba było pomału zbierać się do domu. Dobrze, że wzięliśmy Werci cieplejsze ciuszki. Zmarzłaby bidusia…

Podsumowując: pierwsza wędrówka Werci zakończyła się sukcesem. Przekonaliśmy się, że będzie spokojnie siedzieć w nosidełku, byleby było co jeść 😉 Ten wypad był dla nas przygotówką do nieco poważniejszych górskich wypraw w Góry Stołowe i Sudety, ale o tym już  w innym poście 🙂

 

Reklamy

2 Comments Add yours

  1. stalag pisze:

    Przez Kozią Górę przeleciałem w 1972 r. w drodze przez Klimczok do Szczyrku. W ubiegłym roku po raz kolejny zaliczyliśmy Egipt, Turcję i Emiraty a za 2 tygodnie ponownie do ciepełka w Egipcie. Pozdrawiam Was obserwując, stalag.

    Polubione przez 1 osoba

    1. asiok pisze:

      Ech, jak mi się tęskni za ciepełkiem… Obserwując aurę za oknem, zastanawiam się czy przez przypadek nie wylądowaliśmy gdzieś na dalekiej północy… Mam nadzieję, że przynajmniej na majówkę się wypogodzi. My również pozdrawiamy serdecznie i prosimy: przyślijcie nam trochę słonka! Bawcie się dobrze 😊

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s