Łańcuchy, kanapka z jajkiem i majtkowy taniec na szczycie, czyli Babia Góra 2013

Babia Góra. Diablak. Matka Niepogód. Kapryśnica. Tak ją zwą. Bo taka jest – kapryśna, nieobliczalna diablica (typowa baba? 😉 ). Wpuszcza kogo chce i kiedy chce. Kusi piękną pogodą i widokami, po to, by tuż przed szczytem pokazać Ci kto tu rządzi i zawrócić Cię tam skąd przybyłeś. Uczy pokory i szacunku. Wyrasta znikąd i wygląda jakby ktoś sztucznie ją usypał. Tajemnicza, humorzasta, najwyższa w całych Beskidach Zachodnich, poza Tatrami najwyższa w Polsce. Zaliczana do Korony Gór Polski, a przez mieszkańców Orawy nazywana Orawską Świętą Górą. Długo możnaby o niej pisać. Ja zakochałam się od…pierwszego zdobycia. Śmiem twierdzić, że odwzajemnia moje uczucia, gdyż nie pozwoliła mi się zdobyć tylko raz 🙂

Chciałam, żeby miłością do niej zapałali także Mateusz i Zuzik, dlatego postanowiłam, że w końcu trzeba się na nią wybrać.

Nie powiem, poszliśmy dość ambitnie, bo Percią Akademików (jednokierunkowy szlak z łańcuchami). Trochę obawialiśmy się, jak to na łańcuchach i drabinkach będzie z Bąblem w nosidełku, ale Pan Małżonek jest nie do zdarcia. Tym razem TEŻ dał radę. Początkowo, trasa zbytnio nie dawała w kość. Owszem, było pod górkę, no ale w końcu 1725 m samo do nas nie zejdzie 😉 Ciekawie zrobiło się przy wspomnianych łańcuchach. Po pierwsze, Zuza jako prawie czterolatka trochę już ważyła. Nosidełko też nie jest zrobione z włókna węglowego, a zatem po dodaniu tych dwóch „składników” sumka kilogramów wychodzi całkiem całkiem. Teraz to wszystko trzeba dźwignąć i wspiąć się po stopniach/szczeblach. Jednak, jak się okazało, to wcale nie było największą trudnością na szlaku. Szła przed nami dziewczyna, na oko 13 lat. Była z rodzicami. Już przy łańcuchach czuła się niepewnie, ale drabinka ją przerosła. Stanęła i stoi… Ani w jedną ani w drugą. My za nią, a za nami ludzie… Robi się tłoczno. Dziewczyna jak stała tak stoi. Ani prośbą ani groźbą… Rodzice robią, co mogą, żeby się wspięła, ale młoda nie daje rady. Zbiera jej się na płacz. Jak na złość, zawrócić też średnio może, bo to w końcu trasa jednokierunkowa. Ostatecznie przełamuje się, daje radę. Kosztuje ją to wiele wysiłku i strachu, ale tę walkę wygrywa. Brawo!

Właśnie to w górach jest piękne. Każdy krok to walka. Walka ze sobą, ze swoimi słabościami, wątpliwościami, strachem. Po każdej wędrówce człowiek schodzi silniejszy, bogatszy, ale też bardziej pokorny i wyciszony, bo wie, że góry TRZEBA szanować. Nie potrzeba cztero, pięcio czy ośmiotysięcznika, żeby zginąć, a Babia jest tego doskonałym przykładem…

Reszta drogi minęła już spokojnie i bez większych przygód. Gdy szczyt w końcu się odsłonił, cieszyliśmy się, że tak świetnie trafiliśmy z pogodą. Ciepło, słonecznie, niemalże bezwietrznie; idealnie chciałoby się rzec. Ale zaraz zaraz… Coś Wam się nie pomyliło? Słonecznie? Bezwietrznie? Mówimy o tej samej górze? Gdzie takie warunki? Noooo, yyy, kilkanaście minut przed szczytem… Aaaaa, to w porządku. Zgadza się. Kilka minut PRZED szczytem w dalszym ciągu będziecie się cieszyć taką pogodą. Lepiej nacieszcie się zawczasu… Że co? O co chodzi? Przecież pogoda jest ekstra!

W końcu docieramy na szczyt. Spoceni i uhahani. Obowiązkowe zdjęcie pod tabliczką i w końcu można odpocząć. Usiąść, zjeść wytahane kanapki, strzelić szczytowego browarka, nacieszyć się widokami… Takiego wała! Tu jest Diablak, a nie kawiarnia z tarasem widokowym! Cieszcie się, że udało Wam się w ogóle stopy postawić na szczycie i spadówa!

Tak też musieliśmy zrobić… Koń, że dopiero co usiedliśmy, a Zuza rozebrała się do majtek. Cóż z tego, że ledwie zaczęła jeść kanapkę. To nic, że ze szczęścia w tych majtkach i z tą kanapką zaczęła tańczyć… Zebrały się chmury, ruszył się mocny wiatr i zaczęło kropić – trzeba było wracać. Matka Niepogód. Taaak, to dobre określenie. 😉

Tak więc jak szybko przyszliśmy, tak też i szybko musieliśmy się zbierać z powrotem… No i poszliśmy. Poszliśmy tylko po to, żeby po dziesięciu minutach, nieco niżej, ponownie być skąpanymi w słońcu i cieple. 😀 I weź tu człowieku nie kochaj tej zwariowanej góry!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s