Z wizytą u chrzestnej, czyli Varsovie 2012

Po powrocie z gorącej Chorwacji wybraliśmy się do równie gorącej i słonecznej stolicy. Zuzia nigdy wcześniej nie była w Warszawie, a że mieszkała tam wówczas jej chrzestna, to uznaliśmy, że czas najwyższy pobyć trochę w dużym mieście. Najważniejsze, czyli lokum, mieliśmy z głowy 🙂

Spędziliśmy tam zaledwie weekend, ale atrakcji nie brakowało.

Pierwszego dnia wybraliśmy się do ZOO, z czego nie jestem zbyt dumna, bo osobiście jestem przeciwna trzymaniu zwierząt w klatkach, w nienaturalnym dla nich środowisku i ograniczaniu ich wolności. Jednakowoż poszliśmy, poprzyglądaliśmy się (dla Zuzi było to coś całkowicie nowego), miło spędziliśmy czas, ale jednocześnie obiecałam sobie wtedy, że jeśli następnym razem będziemy oglądać słonie i zebry, to będzie to miało miejsce w Afryce… Po spacerze, lodach i placu zabaw, wybraliśmy się do Wilanowa. Pamiętam, że żar lał się z nieba, jednak warto było odwiedzić ten zakątek Warszawy, bo niewątpliwie jest miły dla oka i…ducha. Przechadzając się wśród ogrodów, zieleni i kwiatów można sobie aktywnie odpocząć, a aktywny odpoczynek jest tym, co lubimy najbardziej 😉 Gdy nakarmiliśmy już kaczki i łabędzie, podskoczyliśmy na chwilę na plażę i pewnie zabawilibyśmy na niej nieco dłużej, gdyby nie brakowało nieodłącznego elementu plaży, czyli wody. Sorry, miejsce może fajne i przyjemne, ale nie kiedy słońce grzeje na full, a Ty siedzisz na tej pełnej lampie i usilnie próbujesz sobie przypomnieć, jak trzeba się zachować w przypadku, gdy ktoś dostanie udaru…Zuza oczywiście niestrudzenie zaliczała po kolei wszystkie atrakcje placu zabaw, zupełnie jak gdyby pustynny klimat jej nie dotyczył… Gdy już udało mi się odkleić majtki od leżaka, stwierdziłam, że trzeba wracać, bo przecież wieczór też już mieliśmy zaplanowany 🙂

Wróciliśmy zatem do mieszkanka, wrzuciliśmy coś na ruszt, przebraliśmy się, odpoczęliśmy trochę, a wieczorem wybraliśmy się do Parku Fontann na pokaz laserów. Pokaz był ciekawy, kolorowy, momentami głośny i zdecydowanie wciągający; słowem – chciało się, żeby trwał, a kiedy się skończył, stwierdziliśmy, że warto było przyjść i, że fajnie byłoby kiedyś jeszcze (nie)raz podobny zobaczyć. Zuzu w międzyczasie zjadła sobie w wózku kolację, więc bez pośpiechu mogliśmy leniwym krokiem wracać do domu. Zanim tam jednak dotarliśmy, przespacerowaliśmy się tętniącymi nocnym życiem ulicami. Kiedy młodzież już spała, usiedliśmy w ogródku gdzieś na Placu Zamkowym, zamówiliśmy piwko ze smażonymi kalmarami i pogawędziliśmy sobie o wszystkim i o niczym. Noc była cieplutka i wcale nie było nam spieszno do domu 🙂

Nazajutrz (był to już dzień naszego wyjazdu do Bielska), przeszliśmy się na Plac Zbawiciela wypić kawkę, potem powędrowaliśmy pod Pałac Kultury,  a wczesnym popołudniem obejrzeliśmy Kopciuszka – spektakl uliczny dla dzieci, którym nie tylko Zuzia była zachwycona 😉

Warszawa. Duże miasto. Większe od naszego Bielska. Fajna odskocznia od czasu do czasu. Mimo wszystko dla nas za duże i na dłuższą metę zbyt „miejskie”. Nie ma gór, a tego nie da się wybaczyć. Kiedyś na pewno jeszcze tam wyskoczymy, pooddychamy stołecznym powietrzem, damy się na chwilę przytłoczyć wielkomiejskiemu ciężarowi, by zaraz potem wrócić tam, gdzie czujemy się najlepiej – na nasz własny szlak! 😀

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s